Cztery Pory roku w Japonii czyli jestem za, a nawet przeciw.
Książkę otrzymałam jak zwykle od Wydawnictwa Znak. Tym razem książka ma formę papierową, co pozwala mi powrócić do tradycji i omówić wygląd książki. Jak na załączonym obrazku widać książka ma śliczną "japońską" okładkę. Styl okładki genialnie współgra z klimatem i treścią książki, oprawa jest miękka i ma skrzydełka. Papier i krój czcionki jest przyjazny oku. Książka ma solidne 380 stron, na jej końcu znajduje się ciekawe zestawienie przysłów po japońsku wraz z tłumaczeniem dosłownym, a także angielskie i polskie odpowiedniki. Bardzo ładnie prezentują się ilustracje, ryciny przedstawiające japoński pokój i widok z niego w kolejnych porach roku. W książce znajdziemy też kilka oryginalnych zdjęć z najważniejszego (moim zdaniem) miejsca akcji - miasteczka Onomichi. I ciekawostka, znajdziemy kod QR, który działa, sprawdziłam :)
Co nieco o treści.
Rozpoczynamy od poznania bohaterki nie-Japonki, przyjezdnej tłumaczki zakochanej w języku japońskim. Niemal od razu dowiadujemy się, że jest lesbijką. Jest niepewną, rozchwianą, w kryzysie i osobistym (jej partnerka wyjeżdża do USA) i zawodowym. Sama zdaje się nie wiedzieć czego chce. Ma przyjaciół i kota. Pewnego razu nasza Flo - bo tak ma na imię - znajduje w metrze książkę, którą zaczyna czytać. I to jest druga warstwa książki, dzięki której dowiadujemy się tego, co czyta. Doskonały zabieg autora.
Poznajemy młodego chłopaka Kyo, który wyjeżdża z tłocznego i głośnego Tokio do babci, aby się uczyć, bo biedak nie zdał egzaminów na medycynę. Babcia Ayako jest nieco tajemnicza. Obie postaci są niezwykle wyraziste, obie po przejściach, obie skryte. Chyba tylko po japońsku można przedstawić miłość i ciepło z jednoczesnym dystansem, szorstkością, wycofaniem. W tle małomiasteczkowa niespieszna, "kocia", tradycyjna Japonia.
O ile nie trafiła do mnie postać tłumaczki Flo, a jej nijakość nawet nużyła gdzieniegdzie, o tyle ta stricte japońska opowieść jest taka jak powinna i naprawdę dobrze się ją czyta.
Autor przeplata klasyczne poczucie bezsensu i rozterki Flo z opowieścią o bohaterach książki, którą czyta i pragnie przetłumaczyć. Flo składa propozycję wydawcy, a ten jest zainteresowany więc tłumaczka postanawia znaleźć autora czytanej książki. Tutaj wątki łączą się, ale nie napiszę jak - sami doczytajcie. Flo odnajduje autora, który okazuje się ... gejem.
Jeśli chodzi o wątek Flo to mój spojler jest obszerny, bo chciałam pokazać jak bardzo można spłycić postać. Mam wrażenie, że celem autora było pokazanie wątków homoseksualnych. Co ciekawe, nikt nigdzie o nich nie wspomina, ani w notce reklamującej książkę, ani w mniejszych lub większych recenzjach. Cóż, teoria zwana oknem Overtona przewiduje na poziomie "popularność", że obecnie wszędzie należy wtrącać wątki homoseksualne i chyba z tym mamy do czynienia. Czytając o momencie spotkania Flo z autorem gejem parsknęłam śmiechem. Płyciej się nie dało. Te wątki nic nie wnoszą i gdyby je pominąć nie zmieniłoby to książki i sensu, który niesie.
Nie ma za to spojlera dotyczącego właściwej moim zdaniem części opowieści. Tę przeczytałam, trochę z uśmiechem, trochę ze wzruszeniem i tę część naprawdę serdecznie polecam.
Brakuje mi troszkę pointy, chyba mam niedosyt takiego "i żyli długo i szczęśliwie", albo niedługo, a może nieszczęśliwie ale jakoś.
Japońska literatura jest dość specyficzna. Tutaj zmierzył się z nią nie-Japończyk, co samo w sobie jest ciekawym zabiegiem. Nie jest to książka, która wszystkim przypadnie do gustu. Ja mam ochotę wystawić dwie oceny: jedną niską, drugą całkiem wysoką :)





Komentarze
Prześlij komentarz