Dzieciństwo sielskie anielskie... a nie czekaj mamy Internet czyli Nie zostawaj influencerem Janka Strojnego

Ten młody człowiek poniżej to Janek Strojny autor Nie zostawaj influencerem. I ta książka wpadła mi w ręce dzięki uprzejmości wydawnictwa Znak.


Jak zwykle trochę danych technicznych. Książka jest w formacie zeszytowym, zatem poręczna. Jest w miękkiej oprawie ze skrzydełkami. Ma 308 stron. Na końcu posiada wykaz telefonów pomocowych, a na jednym ze "skrzydełek" przychylne opinie m.in. Karoliny Korwin-Piotrowskiej. Czcionka i papier przyjazny dla czytelnika. Jeśli oczekujecie obrazków, śmiesznych wstawek, memów to... nie ma.


Wychodzi na to, że jestem starej daty, bo niby znam media społecznościowe ale mogę bez nich żyć. Influencerami nie interesuję się ani trochę, nigdy nie wciągnęła mnie magia Tik Toka, ale... jestem rodzicem i nauczycielem, a także jak mi się wydaje dość bacznym obserwatorem i to, co widzę nastraja mnie mało optymistycznie.

Janek przedstawia bardzo szczerze swoją historię, pokazuje też pewne mechanizmy, które rządzą dzisiejszym Internetem, a co za tym idzie dzisiejszym światem. Książka jest ciekawa, choć myślę, że wkradł się tutaj chaos, nieuporządkowane myśli przenikają się i powtarzają, co sprawia wrażenie jakby autor chciał za dużo powiedzieć za jednym razem. Nie jest to refleksja przedstawiona z perspektywy czasu, raczej na świeżo z dużym ładunkiem emocjonalnym. Nie wiem czy to walor czy wada, pewnie jedno i drugie po trochu. 

Janek zastosował świetny zabieg widoczny na kilku stronach, ale żeby się przekonać jaki to zabieg zachęcam, żeby zajrzeć do książki :) 

Tekst przetykany jest obrazowymi cytatami anonimowych influencerów - znajomych Janka. Są to słowa niejednokrotnie pełne goryczy. Treść zasadniczo wzbudza smutek i pewien niepokój, co będzie z dzieciakami zatopionymi w sieci niemal od urodzenia, a co za tym idzie, w którą stronę zmierza świat.

Janek wyszedł na prostą choć było ciężko, nie pisze jednak o hurraoptymiźmie, raczej o realnym stąpaniu po ziemi i równie realnych zagrożeniach zrycia bani i tym, że walka się jeszcze nie skończyła. Jestem ciekawa czy kiedyś wróci w Internety.

Nie jest to też książka przepełniona wulgaryzmami, znajdzie się ich kilka ale nie razi w oczy. Język miejscami bardzo młodzieżowy, a miejscami literacki, ciekawa jestem czy to celowy zabieg.

Oceniając, książka mnie nie powaliła, choć zapowiadało się, że tak właśnie będzie, chyba oczekiwałam czegoś mocniejszego ale czytało się ją dobrze i jest ona chyba takim znakiem dzisiejszych czasów.

Po przeczytaniu tej, mnie osobiście, nieco przygnębiającej książki cieszę się, że jestem dinozaurem, który dzieciństwo miał jednak sielskie anielskie.






Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Wyzwanie, a czemu nie :) styczeń-luty

O Boże Beata! czyli książka internetowej Jednej Ciotki... alem się umordowała