U źródeł myślenia... czyli gdzie

Ksiądz Józef Tischner, jak tylko przywołuję w pamięci jego postać, widzę uśmiech i co dziwne pamiętam dokładnie barwę jego głosu i niemal od razu przypomina mi się jeden z wywiadów, w którym opowiadał o tym jak bywa zmęczony i że nie wolno go wtedy budzić, za wyjątkiem dwóch sytuacji jak jego osoba zostanie obwołana papieżem lub zniosą celibat. Od razu słyszę filozofię po góralsku hej...




Książka U źródeł myślenia, jak zwykle bardzo solidnie wydana przez wydawnictwo Znak, jest zbiorem dotąd niepublikowanych tekstów, których wyboru i opracowania dokonał Wojciech Bonowicz. Książka ma twardą oprawę jest szyta i klejona na dobrej jakości papierze.

Piękna książka nie dla każdego.
Stoję tutaj w opozycji do zdania z okładki, a zdanie to brzmi: Jest to książka dla każdego, kto chce wiedzieć więcej. Dla osób ciekawych świata i drugiego człowieka.
Drogi czytelniku to jest piękna książka, zmuszająca do refleksji ale napisana wymagającym językiem. Nielekko, łatwo i przyjemnie z przymrużeniem oka, z jakąkolwiek dozą humoru. Jest to tekst moim zdaniem stricte dla osób "będących w temacie", i czytelnikowi będzie łatwiej, jeśli ma jakieś pojęcie o filozofii, etyce, moralności, chrześcijaństwie.
Zatem nie jest to książka dla uroczej osiemdziesięcioletniej babci z kółka różańcowego, bo to naprawdę czyta się trudno, ani dla wojującego ateisty, bo są to teksty katolickiego księdza, a co za tym idzie, mamy odniesienia do Biblii, Chrystusa czy szeroko pojętej filozofii chrześcijańskiej. No więc mam wrażenie, że owe dla każdego mocno się zawęża.

Dla kogo zatem ta książka.
Teksty zostały zgrupowane w trzech częściach. Pierwsza Kim jest człowiek, druga Wokół spraw wiary i rozumu, trzecia Inny
Jest to książka dla osoby, która ma czas i zasoby żeby myśleć, jakkolwiek dziwnie by to nie zabrzmiało. Nie jest to takie tam "poczytadło". Zdarzało mi się czytać kilkakrotnie całe akapity, bo wyłączyłam absolutne skupienie na tekście, i po chwili nie wiedziałam o czym czytam. Jestem po dość szerokim kursie filozofii, jestem wierzącym katolikiem a mimo to, nie było mi łatwo przy tej książce. Bo... kurs filozofii sprzed dwudziestu lat, a katolik mimo, że wierzący i praktykujący, to na co dzień, nie ma co ukrywać, bezrefleksyjny. Szara rzeczywistość życia codziennego nie pozwala na pochylanie nad filozofią Hegla, ani nie bardzo pozwala snuć refleksje nad sensem istnienia człowieka, skoro jest nawał pracy, a na obiad potrzeba ziemniaków i schabowego dla całej rodziny.
Więc dla kogo ta książka? Może dla kogoś podobnego do mnie, z pewnym fundamentem lecz zabieganym? Wierzącym, ale nie mającym czasu zatrzymać się nad tym w Kogo wierzy i kim jest?
Cytując autora: Filozofia nie jest po to, by się jej "uczyć", ale po to, by się nią karmić.
Reasumując książkę oceniam wysoko i tym chcącym "się karmić" gorąco polecam.



Link do fragmentu książki: https://issuu.com/znak/docs/tischner_u_zrodel_myslenia_issuu

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Wyzwanie, a czemu nie :) styczeń-luty

O Boże Beata! czyli książka internetowej Jednej Ciotki... alem się umordowała