II wojna i Żydzi w Azji no ja nie miałam bladego pojęcia czyli "Ostatnia Róża Szanghaju"
Zacznę od tego, że książkę czyta się dobrze. Fabuła jest pociągająca, krótkie rozdziały przeskoki między światem widzianym przez bohaterkę i bohatera a także stosowanie retrospekcji pomagają w dosłownym zatopieniu się w lekturze. Absolutnie zafascynowała mnie historia Żydów w Azji, szczerze mówiąc nie miałam o tym bladego pojęcia i dzięki tej książce do tematu na pewno wrócę. Niesamowicie wygląda również przedstawienie kultury, pozycji kobiety w Chinach. Zakazana miłość, jazz, wojna, rozterki wszystko to jest dobrze skonstruowane. Tyle, że z jednej strony mamy Chinkę Aiyi Shao, której pozycja jako kobiety, w ówczesnym czasie jest delikatnie mówiąc słaba (szefem jest brat, od dziecka wie kto będzie jej mężem itp.) ale z drugiej strony autorka przekonuje nas, że dwudziestoletnia piękność jest wyzwolona (nosi się bez chińskiego biustonosza, podkreślając walory swej postury) i jest w stanie z powodzeniem prowadzić nocny klub jazzowy. Jeśli miałabym się czepiać dalej, to nieco spłycona jest końcówka, tak jakby autorka stwierdziła "dobra, mamy 450 stron wystarczy, co się tam będę tłumaczyć jak to się stało, że jest tak dobrze". Czyli przeskakujemy z okropności wojny, głodu ran i nieszczęść wszelakich do tego, że nasi bohaterowie są nieprzyzwoicie bogaci. I dalej, nie wiemy dlaczego nasz główny bohater Ernest Reismann, po wojnie nie utrzymywał kontaktu z towarzyszami nieszczęść i dla nich niemal rozpłynął się w powietrzu. Przez wiele stron autorka przekonywała jak wiele robił dla swoich pobratymców, jaki był oddany, jak wielu ludziom pomógł i po wojnie odciął się i już.
Finału się niestety domyślam i taki jest bajkowo hollywoodzki prawie happy endzik. Dlatego oceniam książkę jako dobrą, mimo trudnej tematyki nadającą się na wakacyjną leżakową lekturę, choć do ideału jej nieco brakuje.

Komentarze
Prześlij komentarz