"Skarb Mikołajka", czyli taki jakby Goscinny
Tym razem na tapetę wieżdża książka pod tytułem skarb Mikołajka. Książka wydana
przez Znak emoticon, czyli już wiemy że: twarda oprawa, szyta i klejona, kartki
to gruby, solidny papier. Do tego już mnie to wydawnictwo przyzwyczaiło. Zatem
książka wygląda solidenie, estetycznie znakomicie nadaje się na prezent. Książka
ma 21cm, a jej objętość wynosi 163 strony, zawiera kolorowe dość liczne
ilustracje, są to zdjęcia-kadry z filmu. Przyznaję się do bycia fanem Mikołajka
w wersji pierwotnej i przyznam, że podchodziłam do tego wydania z pewną rezerwą,
bo książkę napisano na podstawie filmu. Zazwyczaj chyba jest na odwrót, a
przynajmniej tak mi się wydaje, w filmach zbyt dobra nie jestem :D Akcja toczy
się szybko, może nawet nazbyt szybko. Sceny nieco są pourywane trochę jak sceny
filmowe. To jest taka książka na raz. Podziwiam odwagę, bo sięgnięcie po
utytuowaną klasykę, na pewno jej wymagało. Co więcej tego typu przedsięwzięcia
zawsze narażone są na nieustanne porównania z niedoścignionym można rzec
oryginałem. Dobrze, szybko czytało mi się Skarb Mikołajka, rozczuliło mnie
zakończenie, może dlatego, że sama już jestem posunięta w latach, a zakończenie
właśnie dorosłości dotyczy (koniec spojlerów ;)) Podsumowując nie jest to
Mikołajek jakiego znamy, bo to chyba niemożliwe, ale autorzy zrobili wszystko,
żeby wyszło jak najlepiej.
Komentarze
Prześlij komentarz