"Opowieści o zmroku" czyli horror dla dzieci
Statystycznie czytam dużo, czytałam zatem niejedno, pierwszy raz jednak przeczytałam horror, dreszczowiec dla dzieci. Książkę autorstwa Helena Dahlgren pod tytułem "Opowieści o zmroku" niewątpliwie można zaklasyfikować do tego gatunku.
Zacznijmy od danych technicznych. Książka wydana przez Wydawnictwo Znak Emotikon na wysokim poziomie: twarda oprawa, grzbiet szyty i klejony, kartki o wysokiej gramaturze, jak zwykle solidnie i estetycznie. Jest to nie duża książeczka wielkości zeszytowej, wysokości 21 cm "o pojemności" 130 stron.
Cztery przyjaciółki Alex, Linda, Lisa i Anne, otrzymują tajemniczy list, z którego dowiadują się, że pozostałe przyjaciółki są w niebezpieczeństwie, powinny udać się na teren piknikowy w Dolinie Złotych Wzgórz aby dowiedzieć się więcej i oczywiście mają wszystko zachować w tajemnicy. Tam spotykają się przy ognisku i zaczynają snuć opowieści, dziwne, powiedzmy, że przerażające, historie, które oparte są na doświadczeniach każdej z dziewczyn.
W mojej ocenie książka jest kiepska. Po pierwsze autorka chyba pisze serię książek jako ciągłość ale nie wspomnina o tym (a może to nie jest ciągłość). Tym samym czytamy o różnościach, które nijak się nie składają do kupy, lub spadają na nas ni z gruchy ni z pietruchy. Nie wiemy czym są np. Jeźdźcy Duszy, jakie mają moce, a autorka zakłada, że wiemy. Niespójne jest samo rozpoczęcie. Dziewczynki o bliżej nie sprecyzowanym wieku (12 lat może 13) o zmroku zabierają swoje konie i poprostu wychodzą (a może są dorosłe?). Nikt nie ma nic przeciwko nikt ich nie szuka, konie ze stadniny znikają ale co tam. Mało logicznym jest to, że chociaż łączy je podobno wyjątkowa więź, nie kontaktują się ze sobą (żyjemy w erze komórek, akcja książki rozgrywa się współcześnie), nie sprawdzają, czy wszystko z wszystkimi w porządku. Spotykają się przy ognisku (skąd to ognisko?). Naciągane jest to, że opowiadają sobie historie niby strasznie dziwne, niesamowite, magiczne i mimo więzi, która ich łączy i wielkiej przyjaźni pominęły tego typu wypadki wcześniej.
Opowieść pierwsza korzysta ze strego jak świat motywu: lalki, która jest przyniesiona przez ciotkę lubiącą starocie. Oczywiście lalka powaliła zdrowotnie ciotkę ale nie wiemy dokładnie dlaczego. Po sennej wizji dowiadujemy się, że przywołany duch zmarłej tragicznie dziewczynki zostaje niejako zamknięty w lalce. W każdym razie nie dało się lalki stłuc ale dało się zakopać i to uwolniło ducha dziewczynki i uzdrowiło ciotkę. Więcej spojlerów nie będzie, jednak mało logicznie spinających się faktów znajdziemy sporo w każdym opowiadaniu. Poziom językowy książki również nie należy do wysokich, tutaj jednak możemy wytłumaczyć autorkę tym, że kieruje książkę do dzieci. Ilustracje również wypadają blado. Autorka Marie Beschorner chyba chciała, żeby wyglądały i strasznie i cukierkowo.
Oczywiście zawsze zachęcam, do przeczytania książki i samodzielnej oceny. Sprawdziłam, że jest to poczytna seria, może więc moje wymagania są zbyt wygórowane. Nie potrafię się jednak pozbyć wrażenia, że autorka napisała swoją "książkę na kolanie"
Komentarze
Prześlij komentarz